patyczanka.pl Metodyka,Pomysły,Uncategorized Dlaczego śmieszy mnie brytyjski humor, a nie polskie komedie?

Dlaczego śmieszy mnie brytyjski humor, a nie polskie komedie?

O języku, empatii i tym, jak naprawdę uczymy się rozumieć świat

Punktem wyjścia była pozornie lekka rozmowa z jednym z lektorów – native speakerem – o brytyjskim humorze i serialu The Office. Padło klasyczne stwierdzenie: „to nie jest humor dla każdego”, a zaraz potem jego dopełnienie – że dla Brytyjczyków jest on zaskakująco bliski, wręcz codzienny. Wtedy rozmowa skręciła w inną stronę. Zdałam sobie sprawę, że mnie z kolei od lat nie śmieszą polskie komedie. I że to nie jest kwestia gustu ani snobizmu, ale czegoś znacznie głębszego.

Im dłużej o tym myślałam, tym wyraźniej widziałam, że odpowiedź może leżeć na styku akwizycji języka, empatii i wrażliwości neuroatypowej. A to, co początkowo wydawało się subiektywnym odczuciem, zaczęło bardzo dobrze układać się w ramy naukowych teorii.

Z perspektywy lingwistyki humor jawi się jako jeden z najbardziej wymagających testów kompetencji językowej i społecznej jednocześnie. Aby żart w ogóle „zadziałał”, odbiorca musi w tym samym momencie uruchomić znajomość słownictwa i struktur gramatycznych, rozumienie pragmatyki – czyli tego, co i dlaczego ktoś mówi w konkretnym kontekście – a także zdolność odczytywania intencji, ironii i niedopowiedzeń, które rzadko są wypowiedziane wprost. Do tego dochodzi empatia oraz teoria umysłu, pozwalające wczuć się w perspektywę rozmówcy i zrozumieć, że znaczenie komunikatu często leży „między wierszami”. Badania z zakresu pragmalingwistyki pokazują, że humor, a zwłaszcza jego ironiczna i sucha odmiana charakterystyczna dla kultury brytyjskiej, funkcjonuje głównie na poziomie znaczeń implicytnych, a nie dosłownych. To właśnie dlatego seriale takie jak The Office bywają odbierane jako żenujące, nudne lub po prostu nieśmieszne przez osoby, które oczekują jednoznacznego sygnału: w tym momencie należy się śmiać.

Jako osoba z ADHD i wysoką wrażliwością sensoryczno-emocjonalną funkcjonuję z wyjątkowo wyostrzonym radarem na fałsz komunikacyjny. Badania nad ADHD i empatią afektywną pokazują, że wiele osób neuroatypowych szybciej wychwytuje niespójności między intencją a formą wypowiedzi, silniej reaguje emocjonalnie na sztuczność oraz gorzej toleruje schematyczność i przewidywalność dialogów. W języku ojczystym te mechanizmy działają z największą intensywnością – polski znam „od środka”, intuicyjnie czuję jego rytm, melodię i to, jak brzmi autentyczna rozmowa. Właśnie dlatego w polskich komediach tak często słyszę dialogi, które nie przypominają prawdziwej mowy, emocje, które są raczej odegrane niż przeżywane, oraz żarty oparte na przerysowaniu zamiast na uważnej obserwacji codzienności. Ten rozdźwięk między tym, co powinno brzmieć naturalnie, a tym, co faktycznie słyszę, tworzy dysonans poznawczo-emocjonalny – „zgrzyt”, który wytrąca z immersji i zamiast śmiechu wywołuje poczucie dyskomfortu.

W tym miejscu pojawia się paradoks, który badacze przetwarzania języka obcego opisują jako foreign language effect. W języku innym niż ojczysty rozumienie przebiega wolniej i w sposób bardziej analityczny, reakcja emocjonalna na słowa jest osłabiona, a mózg w większym stopniu koncentruje się na intencji komunikacyjnej niż na samej formie wypowiedzi. W praktyce oznacza to, że oglądając filmy czy seriale po angielsku, nie rozkładam na czynniki pierwsze każdego niuansu brzmieniowego, który w polszczyźnie natychmiast by mnie raził. Zamiast tego łatwiej „zawieszam niewiarę” i pozwalam narracji się prowadzić. Brytyjski humor szczególnie dobrze wpisuje się w tę dynamikę, ponieważ jest oszczędny, zdystansowany i oparty na niedopowiedzeniu – nie narzuca odbiorcy reakcji ani nie sygnalizuje wprost, że oto pojawia się żart. Taka forma bywa dla osoby empatycznej znacznie bezpieczniejsza emocjonalnie, bo nie wymaga natychmiastowego współodczuwania, lecz daje przestrzeń na spokojną interpretację.

Z punktu widzenia metodyki nauczania języków obcych takie doświadczenia doskonale wpisują się we współczesne podejście glottodydaktyczne. Coraz rzadziej traktuje się język jako zamknięty system reguł gramatycznych, a coraz częściej jako żywą praktykę komunikacyjną, której uczymy się poprzez autentyczny input – filmy, seriale i realne rozmowy – oraz poprzez zanurzenie w pragmatyce i kulturze danego języka. Kluczową rolę odgrywa tu również emocjonalne zaangażowanie uczącego się. Już dekady temu Stephen Krashen opisał koncepcję affective filter, czyli filtra emocjonalnego, który może skutecznie blokować przyswajanie języka w sytuacji napięcia, poczucia fałszu lub przymusu. Gdy jednak kontakt z językiem daje poczucie sensu, bezpieczeństwa i autentyczności, proces uczenia się staje się nie tylko łatwiejszy, lecz także głębszy i trwalszy. To właśnie w tym świetle można rozumieć deklaracje wielu osób, że „lepiej czują siebie” w języku obcym – nie jako ucieczkę od własnej tożsamości, lecz jako efekt lepszego dopasowania danego języka do ich sposobu przetwarzania rzeczywistości.

To, co zaczęło się od pozornie niewinnej rozmowy o brytyjskim humorze, prowadzi do znacznie szerszego wniosku: język nie jest jedynie neutralnym narzędziem komunikacji, lecz filtrem, przez który postrzegamy rzeczywistość, regulujemy emocje i budujemy empatię. Sposób, w jaki dany język organizuje znaczenia, rytm wypowiedzi i społeczne konwencje, wpływa na to, jak intensywnie odczuwamy świat i jak interpretujemy zachowania innych ludzi. Dla osób wysoko wrażliwych, neuroatypowych i empatycznych różnice między językami mogą więc przekładać się na realne różnice w komforcie psychicznym i poczuciu spójności doświadczenia. Nie ma w tym nic nienormalnego ani elitarnego – przeciwnie, kryje się w tym istotny potencjał poznawczy, pozwalający lepiej zrozumieć zarówno mechanizmy języka, jak i własny sposób funkcjonowania w świecie.

Fascynujące w całym tym procesie jest to, że ucząc się języka, nie przyswajamy wyłącznie słów i struktur gramatycznych, lecz stopniowo wchodzimy w inne sposoby interpretowania rzeczywistości. Uczymy się nowych form żartowania, odmiennych granic emocjonalnych oraz alternatywnych sposobów bycia w relacji z drugim człowiekiem. Z czasem bywa tak, że w obcym języku świat zaczyna brzmieć bardziej spójnie, a nawet bardziej prawdziwie – nie dlatego, że jest obiektywnie lepszy, lecz dlatego, że lepiej współgra z naszym stylem odczuwania i myślenia. Być może właśnie dlatego tak wiele osób wraca do seriali, filmów i rozmów prowadzonych w języku innym niż ojczysty nie po to, by uciec od siebie, lecz by zyskać głębsze zrozumienie własnych reakcji, emocji i sposobu bycia w świecie.

Podobne posty